Jadę do kliniki na rezonans.
Zabieram poza dowodem osobistym i skierowaniem całą dokumentację l
leczenia zawrotów głowy. Docieram do szpitala, który znajduje się
na Saskiej Kępie – mojej dawnej dzielnicy. Stójkowy zatrzymuje
mnie w przejściu, mierzy temperaturę. Wpuszcza. Każe założyć
maseczkę. Pytam, czy naprawdę muszę. Tak. Na terenie szpitala to
konieczność. Wyciągam swoją ale mówię mu, że będzie mi trudno
bo mam trudności z oddychaniem. - To trzeba było od razu tak mówić
– odpowiada. Chowam maseczkę schodzę na dół do kliniki. W
korytarzu zero wentylacji i ciemno jak u murzyna w dupie w ciemną
noc po czarnej kawie. Przyciskam dzwonek do drzwi kliniki. Po minucie
wychodzi rejestratorka, informuje, że była awaria prądu, w tej
chwili czekają aż się komputer włączy i w związku z tym badanie
będzie opóźnione, a o ile – to już będzie zależało od
komputera, może być o godzinę, o dwie, o trzy. No cóż, nie ich
to wina. Wypełniam leżącą na stoliku w tymże korytarzu ankietę.
Po kilkunastu minutach proszą
mnie do pokoju badań. Wszystko idzie dobrze. Nie było czego się
bać. Opis badań do odebrania po pięciu dniach ale nie w tym
miejscu, w którym było badanie, bo… nie mają miejsca. Mogę je
odebrać albo w Szpitalu Bielańskim, albo Rondzie Wiatraczna.
Szpital Bielański to w tych miesiącach oko cyklonu. Pojadę na
Wiatraczną.
Opuszczam budynek szpitala.
Kierując się ku ulicy Francuskiej mijam moją dawną Parafię Matki
Bożej Nieustającej pomocy. Wchodzę na jej teren. Mijam figurę
Świętej Anny z Marią jako jeszcze małą dziewczynką. Podchodzę
do figurki Matki Boskiej patrzącej na stojącego przy niej orzełka
trzymającej go za jedno skrzydło jakby trzymała dzieciątko za
rączkę. Orzełek drugie skrzydło ma opuszczone, a na głowie ma
koronę legionistów. Byłam przekonana, że jest to figura
przedwojenna. Nie. Nie jest. Stanęła tu w latach 50tych. Nie
pamiętam niestety, czyjego jest dłuta. Kościół jest otwarty.
Wchodzę do środka. Ogarnia mnie przyjemny chłodek,
charakterystyczny zapach kadzideł. Przede mną – w nawie ołtarza
– mozaikowy wizerunek Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Na obu
bocznych ścianach wykonane również w mozaice sceny z życia w
Nazarecie i Stacje Drogi Krzyżowej. Mój Boże, przychodziłam tu
jako dziewczynka prowadzona przez matkę za rękę. Niestety i tu
otaczająca nas od paru miesięcy sytuacja odcisnęła swój ślad.
Usiąść wolno tylko w oznaczonych ławkach. Mogłabym tu siedzieć
długo. Niestety, trzeba iść. Idę odwiedzić przyjaciółkę z lat
szkolnych. Niestety, nie zastaję jej. Wracam do domu. Spożywam
lekki posiłek. Wrażenia dnia jednak dają mi się we znaki. Kładę
się by zdrzemnąć się kwadrans. Budzę się po dwóch godzinach
całkowicie odprężona. Zaraz potem słyszę, że nasi rządzący
grożą, że powrócą do bezwzględnego nakazu noszenia maseczek i
nie wychodzenia z domu. Ogarnia mnie przerażenie. Ja mam problemy z
oddychaniem, noszenie maseczki jeszcze bardziej mi je pogrąży, a
siedzieć w domu też nie będę bo już i tak znacznie opadłam z
sił nie wychodząc przez dwa tygodnie. Nie mam zamiaru fundować
sobie „powtórki z rozrywki”.
Parafia Matki Bożej Nieustającej Pomocy, Warszawa, Saska Kępa






















