Wspomnień czar

piątek, 23 października 2020

Niepandemiczna nadal jest osłabiona. Wczoraj poszła tylko po dwie rzeczy: żwirek dla kota i chleb, który widział mąkę. Zamiast torby na zakupy na kółkach wzięła ze sobą walizkę na czterech kółkach. Żwirek dla kota waży sporo, łatwiej więc jest przetransportować go w takiej walizce niż w torbie. Pomimo to powrót do domu zajmuje jej dużo czasu, gdyż co jakiś czas przystaje. Rozmowa z przyjaciółką. Przyjaciółka ochrzania ją za to, że zamiast chronić swoje zdrowie i życie i ograniczać wyjścia, włóczy się po wielu miejscach. Niepandemiczna informuje ją, że zarówno Rossmann, w którym kupiła żwirek, jak i sklepik z pieczywem - znajdują się w tym samym pawilonie. Dziś ogranicza się jedynie do zrobienia zakupów na kilka dni w osiedlowym sklepiku w godzinach dla seniorów. Taka opcja faktycznie ma sens. Załadowuje sobie torbę produktami po brzegi. Czuje się wprawdzie jeszcze ciut niepewnie płacąc kartą, choć zauważa, że nauczyła się już rozsądniej gospodarować swoimi zasobami

Ograniczanie wyjść – no cóż… Jak trzeba to trzeba. Byle tylko nie dopuścić do ponownego opadnięcia z sił, ani do złapania jakiegoś świństwa. Byle zadbać o to, żeby umysłowo nie zgnuśnieć. Boli tylko myśl, że z powodu bardzo jeszcze osłabionego organizmu nie pójdzie na groby Rodziców dopóki nie nabierze sił. Ale jest dobrej myśli.

środa, 21 października 2020

Dziś z Niepandemiczną coś nie za bardzo i fizycznie i psychicznie. Budzi się nad ranem i roztrząsa pewne sprawy, które trzeba dokończyć a nie ma na nie siły. Zasypia jeszcze na parę godzin. Budzi się o 9-tej z przeszywającym ją wskroś bólem ręki – tej wykręconej przed laty. Ból ten wznawia w niej potworny żal do osoby, która ją tak urządziła. Radio podaje wiadomość, że rząd postanowił do zajmowania się pacjentami budowanego przy Stadionie Narodowym szpitala polowego brać lekarzy również spoza Unii Europejskiej, ale że sprzeciwia się temu Izba Lekarska. Te poczynania naszych rządzących budzą w Niepandemicznej strach, co z nami będzie. Wizja ponownego przymusowego pozostawania w domu ją przeraża. Następuje rozmowa telefoniczna z przyjaciółką z lat szkolnych. Hania – sama już od dawna rzadko wychodząca z domu – uświadamia jej, że to niekoniecznie jest najgorsze rozwiązanie, że można ten czas wykorzystać na różne sprawy domowe, na rozwinięcie na przykład swoich umiejętności plastycznych, na doskonalenie umysłu, że ćwiczenia ruchowe można również robić w domu na przykład schodząc piętro niżej po schodach i wchodząc. O tym rozwijaniu umiejętności plastycznych, o czytaniu – Niepandemiczna wiedziała już od dawna, i to robiła – z malutką przerwą. Widocznie jednak potrzebowała takiego ustawienia jej do pionu przez prawdziwą przyjaciółkę. Ta rozmowa podniosła ją na duchu.

poniedziałek, 19 października 2020

Raz na górze, raz na dole. Płuco na szczęście już nie boli. Boli natomiast ręka wykręcona wiele lat temu. Niepandemiczna kaszle, ale nie jest to kaszel tak strasznie męczący, i coraz bardziej mokry. Swoje sprawy bytowe i zakupowe pozałatwiała w piątek, dlatego sobotę i niedzielę miała tylko i wyłącznie dla siebie. Wiadomości, jakie nas dopadają – nie są miłe. Szpital polowy powstaje na Stadionie Narodowym. Tak. Jest bardzo potrzebny. Odetnie to jednak Niepandemicznej dostęp do Saskiej Kępy – tak ukochanej, tak wytęsknionej. Nie chce się zarazić przejeżdżając obok tego miejsca, a innej drogi nie ma. Martwi się ponadto o swoich przyjaciół, o starą sąsiadkę, którzy będą tam w oku cyklonu. Haniu, Moniko, Remku, Adasiu, pani Danusiu, Janeczko, Ewciu, panie Mirku – niech Bóg ma Was w swojej opiece. Niepandemiczna pozostaje przez ten czas na swoich Bielanach, które stały się jej małą ojczyzną, ale co jakiś czas spojrzy w Waszą stronę.

Zakupy na następne parę dni zrobione. Niepandemiczna może zatem pozwolić sobie na kolejny reset, który tak bardzo jej pomógł aż do wczoraj.

piątek, 16 października 2020

Warszawa jest już w czerwonej strefie. Do dzisiaj jednak nie wiemy, jakie dokładnie są obostrzenia. Niepandemiczna ma do załatwienia w banku kilkaę pilnych spraw. Trzeba pobrać trochę gotówki żeby mieć w domu parę groszy, i zapłacić za mieszkanie. Potem do piekarenki po chlebuś, co mąkę widział, do mięsnego po mięso, i – jako, że nie ma siły dzisiaj stać przy garach - do restauracyjki Zakątek Azji po papu do zabrania do domu. W trakcie jedzenia musi bowiem przyjąć witaminę. Nie zdąża wyjść z domu tak, żeby jako seniorka załatwić wszystko między 10 a 12. Choróbsko osłabiło ją bardzo i potrzebuje dużo czasu na pełny rozruch. Płuco jest już ok, ale bardzo boli ją wykręcona przed laty w ramach przemocy domowej ręka. Boże, jak ten człowiek urządził ją na resztę życia…

Dziś Niepandemiczna jest bardzo słaba.

 

 

To już 42 lata? Boże, jak ten czas leci. Moje nowojorskie mieszkanie. Z powodu choroby nie idę przez parę dni do pracy. Niedziela. Odwiedza nas moja mama ze znajomą - Hanią. Przyniosła ciasto, mąż podaje kawę. Trwa jeszcze konklawe. Zaczyna się dyskusja na temat kto będzie następnym papieżem. Mówię - „Słuchajcie. A jakby tak był Polak, na przykład Wyszyński?” - Mama odpowiada: - „Nie mów tak, nie ma szansy absolutnie”. Odpowiada na to mój mąż - „Wyszyński faktycznie nie, za stary. Ale Wojtyła miałby szansę”. Mama stwierdza, że oboje majaczymy…

Poniedziałek, 16 października. Oglądam telewizję. Nagle - przerwa w nadawaniu zwykłego programu i - „Special Report”. Połączenie z Watykanem. Dziennikarze już informują, że nowym Papieżem jest ktoś o nazwisku „Łoitila”. Absolutnie nie łapię, o kogo chodzi. Podają, że jest „from Poland”, ale nie jestem pewna czy dobrze słyszę. A jeżeli to nie Poland a Holand? Podają dalej, że to Arcybiskup Krakowa. Aha. Kraków jest w Polsce, no to to skoro Arcybiskup Krakowa to musi być Polak. Dzwonię do Mamy. Nie ma jej w domu, domyślam się więc że jest u znajomej. Dzwonię do Hani. Tak, jest Mama. Podchodzi do telefonu. Mówię, że Polak jest papieżem. - „Co ty znów wymyślasz” - Mama odpowiada. Nie wierzy. Hania włącza telewizję. Oglądamy w ten sposób razem – one dwie o kilka ulic dalej, ja u siebie - ze słuchawkami telefonicznymi przy uszach.

Pada „Habemus Papam” i nazwisko: Karol Wojtyła. Krzyczymy na cały głos: „WOJTYŁAAAA!!!!”

Mama - najszybciej jak może - przybiega do mnie. Padamy sobie bez słów w ramiona. W tym momencie z polskiego kościoła - znajdującego się dosłownie naprzeciwko mojego domu – rozlega się bicie dzwonów.

Po paru minutach zaczyna dzwonić telefon. Raz po raz dzwonią dziennikarze z gratulacjami. Nie znam tych ludzi. Oni po prostu w książce telefonicznej wyszukują polskie nazwiska. Dzwoni ktoś z ONZ prosząc o jakiekolwiek informacje na temat nowego Papieża. Jedyne źródło informacji jakie mam to Encyklopedia PWN, jeszcze PRL-owska. Przywiozłam ją z Polski. Znajduję w niej króciutką informację pod hasłem „Wojtyła”. Dosłownie trzy zdania. Przekazuję tę informację. Dzwonią moi koledzy z pracy – z pobliskiego banku.

Usiłuję dodzwonić się do Polski. Zero szansy, linie przeciążone. Dzwonią do mnie koleżanki, koledzy, profesorowie z mojej uczelni. Dzwonię do mojego ukochanego profesora. Profesor – polski Żyd - mówi płacząc: „Niech Panią Bóg błogosławi za tak piękną wiadomość”.

Po paru dniach wracam do pracy do banku. Zastaję moje okienko pięknie udekorowane wstążkami i girlandą – w kolorach białym i czerwonym. Mój szef – Amerykanin - stawia obok tabliczki z moim nazwiskiem zdjęcie nowego Papieża. Po mniej więcej godzinie musimy je jednak schować. Zbyt dużo osób pyta gdzie można je dostać.


czwartek, 15 października 2020

 

Oddzwania dzisiaj pani doktór w ramach teleporady. Zaleca zażywanie suplementu diety zawierającego witaminę D, C, selen, cynk. Niepandemiczna od razu pędzi do pobliskiej apteki. Wskazane również są spacery, oczywiście w granicach rozsądku. Tak się pięknie składa, że Niepandemiczna praktycznie mieszka w parku. Bóg wiedział co robi dając jej to miejsce na port docelowy. Niepokój ją tylko ogarnia na myśl, że służby porządkowe mogą ponownie zacząć nadużywać swoich uprawnień. Niepandemiczna broni się jak tylko może różnymi sposobami. Uspokajają ją robótki na szydełku, kontakty z przyjaciółmi i z rodziną – telefoniczne lub przez facebook, kiciuś robi jej teraz za lekarza i psychologa. Rozsądek kłócąc się z sercem podpowiada jej wstrzymanie się od odwiedzin u Rodziców dopóki całkowicie nie wydobrzeje. Niech zatem na razie wystarczy świeczka zapalona przed Ich zdjęciami.  

W pokoiku cichutko gra radyjko. Tu korony nie ma. 

A jesień, pomimo że deszczowa – jest u nas taka piękna.

 






 

wtorek, 13 października 2020

Niepandemiczna dziś budzi się o 05 rano. Za oknem ciemno. Ogarnia ją jakiś niepokój. Zaczyna roztrząsać w myślach swoje sprawy finansowe. Tak bardzo nie lubi posługiwać się kartą w sklepach. Trzeba zadzwonić do banku sprawdzić stan konta i do administracji, bo była jakaś nadpłata, a Niepandemiczna gdzieś wsadziła to pismo. Taka po prostu gonitwa myśli, niepotrzebna zupełnie. Po prostu czasem się zapomina, że przykre sprawy finansowe to już przeszłość. Stan konta w porządku. Niepandemiczna zamierza iść do banku uiścić opłatę za mieszkanie i wziąć trochę gotówki. Rezygnuje jednak z tego, bo widzi, jak mocno pochylają się wierzchołki drzew. Trudno, będzie opóźnienie, ale zdrowie jest ważniejsze. Wychodzi tylko do osiedlowego sklepiku, idąc jednak przede wszystkim na mały piętnastominutowy spacer wokół domu wśród drzew. Te jesienne kolory są tak cudne pomimo pochmurnego dnia.

Niepandemicznej stopniowo wracają siły. Powoli, i są słabsze dni, ale wracają. Tak chce się żyć. Panicznie tylko się boi, żeby jej nie zmusili do testów ani do szczepienia na corona. Nie chce po prostu być traktowana jako poddana.