Wspomnień czar

wtorek, 26 maja 2020

Dziś Twój dzień Mateńko. Prawda, spędzony trochę inaczej. Tak musiałam. Musiałam się skonsultować telefonicznie z moją panią doktór. Innego sposobu konsultacji obecnie nie ma. Koronawirus jeszcze siedzi bardzo mocno nie tylko w Polsce, ale i w kraju, który stał się dla Ciebie Mateńko i dla mnie drugą ojczyzną. Wizyta w przychodni w dalszym ciągu jest niemożliwa. Rozmawiałam przed chwilą z koleżankami z Lodi. U nich jest tak samo. W każdym razie dostałam Mateńko receptę i skierowanie do specjalisty. Receptę wykupiłam.
Zadzwoniła do mnie Monika, ze smutną wiadomością. Odszedł dziś Artur. Wyjdź mu Mateńko na spotkanie, przecież to nasz sąsiad z Rzymskiej. A do Ciebie, kochana, przyjdę. Ty wiesz zresztą, że jesteś codziennie w moich myślach. Tęsknię za Tobą cały czas tak samo.





poniedziałek, 25 maja 2020

Kwiatki na balkonie mają się doskonale. Moja wierzba mandżurska ma już duże listki, wypuszcza nowe. Drugą miałam już wyrzucić, a tu ona psikusa mi zrobiła i ozdrowiała. Jak pięknie ten świat jest urządzony, że za odrobinę troski roślina, która przecież nie myśli – tak pięknie się odwdzięcza. Trudno mi będzie się z nią rozstać, ale cóż. W malutkim mieszkanku jej nie utrzymam. Pójdzie do kogoś, kto ma ogród. Dookoła domu kwitną drzewa i krzewy. Czosnek ozdobny na grządkach pachnie tak delikatnie a tak pięknie. Ludzie wyszli na ławeczki. Wszystko wraca do normy. 
 
Kwiatki na balkonie mają się doskonale. Moja wierzba mandżurska ma już duże listki, wypuszcza nowe. Drugą miałam już wyrzucić, a tu ona psikusa mi zrobiła i ozdrowiała. Jak pięknie ten świat jest urządzony, że za odrobinę troski roślina, która przecież nie myśli – tak pięknie się odwdzięcza. Trudno mi będzie się z nią rozstać, ale cóż. W malutkim mieszkanku jej nie utrzymam. Pójdzie do kogoś, kto ma ogród. Dookoła domu kwitną drzewa i krzewy. Czosnek ozdobny na grządkach pachnie tak delikatnie a tak pięknie. Ludzie wyszli na ławeczki. Wszystko wraca do normy.

piątek, 22 maja 2020

Powoli życie wraca. I dobrze, bo i ja i moi przyjaciele mamy serdecznie dość tej izolacji. Siedzę na balkonie. Słońce ogrzewa mi twarz. Aeroklub Warszawski już wznowił działalność. Jakże mi brakowało widoku smukłych sylwetek szybowców tak majestatycznie kołyszących się nad moim domem. Dostrzegam jednego w oddali. Wstaję z krzesła, idę szybko po aparat. Wracam. Szybowiec zniknął.
Mam do piklowania kupione wczoraj na targu buraczki i botwinę. Botwina doskonała, żaden listek nie zwiądł. Spokojnie, ciesząc się słońcem, otaczającymi mnie kwiatami obieram buraczki, kroję botwinę, układam w słoikach przesypując przyprawami, zalewam wodą z solą. Robię zdjęcie telefonem, posyłam przyjaciółce z lat szkolnych. Niech choćby w ten sposób dzielimy ze sobą chwile. Rozmawiamy przez komórkę. Rozmowa z drugą przyjaciółką. Dowiaduję się, że wyprowadza się. Wraca do siebie do Łodzi. No i jak my teraz będziemy celebrować nasze urodziny? Robi się smutno.
A szybowca cały czas nie ma.

czwartek, 21 maja 2020

Życie woła tak głośno i tak wyraźnie. Przyziemne czynności tak cieszą, choć życie nie zawsze głaska. Zwykłe odebranie butów od szewca, widok targowiska - może być takim źródłem ogromnej radości. Delektuję się pyszną kawą i musem chałwowym. Pycha. Kupuję buraczki do kiszenia - jedne malutkie z liśćmi, drugie podłużne. Mijam stoisko z ziołami. Kupuję piękną dorodną miętę w doniczce. Stoi teraz na moim balkonie, przyzwyczaja się do nowej lokalizacji. Jutro przesadzę ją do większej doniczki. Pachnie małpiszon zabójczo. Kupione wczoraj konwalijki napełniają całe mieszkanie cudownym wręcz zapachem. Proszą się, żeby je przenieść na papier za pomocą farb akwarelowych lub pasteli. Chyba to zrobię w jakiś deszczowy dzień, bo już zaczynam za tym tęsknić. Tak chce się po prostu żyć!

środa, 20 maja 2020

Dzień niby zwyczajny, a jednak... w każdym zwyczajnym dniu zdarza się coś nowego. Z radia cały czas nas bombardują koronawirusem. Podobno wychodzimy na prostą, podobno jest lepiej. Na Śląsku ilość zachorowań wzrasta, nowe ogniska tego świństwa w Wielkopolsce. No ale żyć trzeba. Powiem inaczej: Ja chcę żyć. Dziś zatem załatwianie spraw przyziemnych. Butki zawiezione do szewca. Mój - zamknięty z wiadomego powodu, polecono mi więc innego. Jadę. Wprawdzie to 20 minut jazdy autobusem, ale ponieważ w tym zakątku jeszcze nie byłam, traktuję to jako wycieczkę krajoznawczą. Z okien autobusu widzę mijaną po drodze lodziarnię z fajnymi wiszącymi fotelami. Hmmm. Trzeba to wybadać. I lody, i fotele. Dojeżdżam na miejsce. Okolica bardzo miła. Szewc - na antresoli. Nic to. Dobra okazja do poćwiczenia kolan. Sam właściciel zakładu - uroczy, roześmiany, kontaktowy. Niedrogi. Butki będę miała na jutro. Naprzeciwko jest restauracja "Kuchnia Autorska". Hmmm, nazwa ciekawa. Wstępuję. Dań na razie mają niewiele, ale co tam. Proponują mi pierś z kurczaka z frytkami i surówką. Zamawiam. Siadam na zewnątrz przy niewielkim okrągłym stoliku. Mogę śmiało powiedzieć, że siedziałam przy okrągłym stole. Podają mi moje danie. Pycha. Mięso mięciusieńkie, rozpływa się w ustach. Frytki - widać i czuć, że ziemniaki widziały. Surówka doskonała. Po drodze do domu kupuję konwalijki. Jeden bukiecik kosztuje dwa złote. Kupuję trzy. W domu wita kiciuś - oczywiście z pretensjami. Przekupuję go chrupkami.
W radio zapowiadają przymrozki. Zabieram ponownie moje roślinki z balkonu. 


wtorek, 19 maja 2020

Postanawiam wypróbować dzisiaj przepis z internetu na zakiszenie buraczków i boćwiny.

Postanawiam wypróbować dzisiaj przepis z internetu na zakiszenie buraczków i boćwiny. Zajmuje mi sporo czasu przebranie listków i oddzielenie świeżych od zwiędłych. Nie wiem jak mi to wyjdzie. Skończywszy tę pracę sadzę ananasa do doniczki – część liściastą oczywiście. Też nie wiem, czy się przyjmie. Pamiętam ogromne pole ananasów na Hawajach. Mijaliśmy je jadąc samochodem po autostradzie. Jechaliśmy do Centrum Kultury Polinezyjskiej. Kupiliśmy od razu kilka. Ech, piękne to były dwa tygodnie.
Po posadzeniu ananasa wypad do szewca, gdyż podbicie obcasa zaczyna mi się odklejać. Niestety, mój szewc zamknięty z powodu koronawirusa. Nic to, polecono mi innego, do którego podjadę jutro. Jest trochę dalej i w tamtej okolicy jeszcze nie byłam, ale potraktuję to jako możliwość poznania dalszych zakątków mojej dzielnicy. To też jest aktywność. Planowałam dziś jeszcze pójść na moje ukochane Lotnisko Bemowo, ale niestety - poczułam się trochę zmęczona. Być może, że to pogoda to sprawiła i opadające ciśnienie, być też może, że przez bycie posłuszną zaleceniom z mediów żeby nie wychodzić z domu - sama to sobie załatwiłam na własne żądanie. No cóż, uczymy się na błędach. Lotnisko Bemowo nie ucieknie, a ja na dzisiaj już szykuję sobie herbatkę, książkę do czytania w moim ukochanym bujanym fotelu - i relaks pełną parą.