Wspomnień czar

niedziela, 31 maja 2020

Z wizyty u przyjaciółki nici. Zapowiadają burze. Nigdzie zatem nie jadę. Muszę doładować swoją kartę telefoniczną, idę zatem do Żabki. Przy okazji mam spacer. Powietrze pachnie tak pięknie. Ponownie obieram dłuższą drogę powrotu. No dobrze, przyznam się. Na tej dłuższej trasie są dwie cukiernie. Kupuję sobie na wynos kawałek tortu marchewkowego. Ulica jest obsadzona najróżniejszymi krzewami. Podchodzę do jednego z nich. Dostrzegam czerwony punkcik. O Mateńko, to boża krówka. O, jest i druga. Boże, jak ja dawno nie widziałam bożej krówki. "Boża krówko, leć do nieba, przynieś mi kawałek chleba". Idę dalej. Mijam ogrodzenie z banerami firmy budowlanej. No tak. Już jakiś developer sięgną po ten teren. Rzadko tędy chodzę, nie wiem zatem co tu było, czy jakiś skwerek, czy stary budynek... tak czy inaczej - coś zniknęło. Idę dalej. Uderza mnie piękny zapach. Boże, toż to jaśmin. Obdarowuje swoją wonią na odległość kilku metrów. Chce się wziąć parę gałązek. Nie robię tego jednak. Niech każdy przechodzący weźmie jedną malutką gałązeczkę - co z niego zostanie?
Po powrocie do domu pałaszuję przyniesiony z cukierni kawałek ortu. Planuję jeszcze poczytać. Niestety, zmęczenie bierze górę.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze mile widziane.