Odbieram
w Empiku w Westfield Arkadia książkę pt. "Wyspa", którą
zamówiłam parę dni temu. Przy okazji kupuję podstawkę chłodzącą
pod laptopa, i oczywiście idę do kawiarni "Blikle" -
filii tej na Krakowskiem Przedmieściu. Bardzo ją lubię. Jest taka
ujutna i taka przytulna. Zwykle tam właśnie najlepiej się odprężam
podczas gdy dookoła Arkadia tętni życiem. Tak, wiem, kawiarnie
jeszcze pozamykane, ale wydają kawę i ciasta na wynos. Ławki są
wprawdzie tymczasowo zlikwidowane, ale tych na zewnątrz jest sporo.
Tam właśnie delektując się tym tak przeze mnie lubianym napojem
pochłaniam pierwszy rozdział zakupionej właśnie książki.
Zapowiada się bardzo wciągająca lektura, muszę tylko skończyć
"Prawiek" Olgi Tokarczuk.
Blog o codziennym życiu w pandemii, o tym, jak staram się żyć normalnie w nienormalnej sytuacji.
środa, 6 maja 2020
Cieszę
się tym, co mam. Siedzę przy balkonie w mieszkaniu. Deszcz pachnie
tak pięknie.
Jest
godzina 20:30. Wirtualne łącza przenoszą mnie do Nowego Jorku do
Metropolitan Opera. Zasiadam na wirtualnej widowni oglądając operę
"Hamlet" na podstawie dramatu Williama Szekspira.
Niesamowity wręcz spektakl. Muzyka wprawdzie niewpadająca w ucho,
ale piękna, mocna.
wtorek, 5 maja 2020
Oglądam
wywiad z islandzką pisarką – Sigridur Hagalin Bjornsdottir –
autorką książki pt. „Wyspa”. Bardzo - według mnie - ciekawy.
Pisarka mówi o swoim wyspiarskim kraju, który – z uwagi na jego
niewielką liczbę ludności (ok. 364 tys) – żyje w swego rodzaju
izolacji. Zaraz po skończeniu tej transmisji zamawiam tę książkę
w Empiku.
poniedziałek, 4 maja 2020
Trzy
filie mojego banku w mojej okolicy są zamknięte do odwołania.
Oddziały są zamykane z dnia na dzień. Zaczynam się bać, że jak
tak dalej pójdzie to co będzie z moją emeryturą. Otrzymuję ją
wprawdzie ze Stanów Zjednoczonych, ale przecież tam rozpacz jeszcze
większa, niż u nas. Z drugiej natomiast strony słyszę o
otwieraniu sklepów, odmrażania sportu, otwieraniu hoteli. Ogarnia
mnie przerażenie i coraz większa niepewność jutra.
Po
trudnym dniu dobrze jest usiąść na swoim malutkim balkonie.
Wieczorem
„Radio
znad Wilii” prowadzi transmisję drogi krzyżowej z Kalwarii
Wileńskiej. Jest coś wzruszającego w tej postaci księdza samotnie
idącego z litanią.
Etykiety:
2020,
Balkon,
bank,
Bielany,
Dorota Zegarowska,
emerytura,
hotele,
Kalwaria Wileńska,
koronawirus,
odmrażanie,
pandemia,
PeKaO,
PKO,
Radio znad Wilii,
sport,
Warszawa,
Wilia
niedziela, 3 maja 2020
Pogoda
- no - nie słoneczna, ale chyba nie smutna. Wiadomości z radia -
takie, jakie są. Nowe zachorowania, nowe zgony, ale galerie będą
otworzone. Cóż.
Cały
czas tworzę sobie tę maleńką ojczyznę. Niedziela wcale nie jest
leniwa. Posadzone cebulki dymki. Będę przynajmniej niezależna od
tego, czy w sklepie szczypiorek będzie czy nie, i czy będzie świeży
czy nie. Koronowany włóczykij jest gdzieś tam hen hen, daleko pode
mną. Tu nie ma wstępu. Smuteczki i wszystko co przykre - won stąd.
Szarość rozświetla mi lampionik. Że co, że świąteczny
bożonarodzeniowy? NO I DOBRZEI!!!!
Ciąg
dalszy układania książek na półkach. Beletrystyka i poezja już
są na swoich miejscach, teraz tylko ulokować książki kucharskie,
słowniki, encyklopedie i literaturę faktu, i wszystko gra.
Etykiety:
2020,
Balkon,
Bielany,
covid,
Dorota Zegarowska,
Dymka,
epidemia,
koronawirus,
książki,
książki kucharskie,
lampion,
lampionik,
literatura faktu,
Maj,
słowniki,
szczypiorek beletrystyka
sobota, 2 maja 2020
I ja mam swoją majóweczkę. Cóż z tego, że nie na polanie wśród lasów. Jest moja własna, na moim balkonie, pomiędzy niebem a ziemią - prawdziwy raj. Pode mną tak właściwie park, wokół mieszkania innych ludzi, po mojej lewej stronie ulica, po której jeżdżą tramwaje, chodnikiem od czasu do czasu przejdą ludzie. Z tyłu za mną - stos książek jeszcze do ułożenia. Przy nim mój bujany fotel, na którym za chwilę spocznę. Kocina - jak zwykle - zajęta spaniem.
piątek, 1 maja 2020
Powietrze
tak pięknie dzisiaj pachnie kwieciem wszelakim. Ten zapach bzu i
czegoś tam jeszcze - nieokreślonego – sięga aż mojego szóstego
piętra. No, trudno, żeby tak nie było, skoro tu drzew i krzewów
tyle. Nadchodzi w końcu deszcz - tak bardzo potrzebny. Wystawiam na
balkon kwiatek, o którym zapomniałam, i który zaczął marnieć.
Tego widocznie było mu potrzeba. Podniósł się bidulek.
Dzień
wczorajszy i dzisiejszy upływa mi na przeorganizowaniu mojej
biblioteczki. Mam ja tych książek trochę, i już zaczęłam się
gubić w tytułach. Układam je więc kategoriami: beletrystyka,
poezja, literatura faktu, albumy. Jest co robić, tym bardziej, że
mi tytułów wciąż przybywa. Jest ta praca dla mnie równie źródłem
wielkich wzruszeń. Natrafiam na książki, o których już zdążyłam
zapomnieć, że je mam. Perełką wśród nich jest tomik wierszy
Jerzego Jurandota "Moja TFUrczość" wydany przez
wydawnictwo "Iskry" w roku 1966. Szkoda, że dziś rzadko
mówi się o nim, a jeżeli już - to tylko o jego twórczości
kabaretowej. A przecież on pisał i wiersze - i te satyryczne, i te
patriotyczne, piękne a nawet i wstrząsające.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
