Powoli
chyba życie wraca do normalności. Jeszcze dwa tygodnie temu Arkadia
świeciła pustkami, a teraz już coraz więcej ludzi. Mam wprawdzie
duże trudności z oddechem i łatwo się męczę, ale to chyba
jednak efekt długiego noszenia maseczki no i tego zamykania nas w
domu. Chyba przyzwyczajam się do picia kawy na wynos na ławeczce. W
dalszym ciągu dokupuję to i owo na mój balkon. Balkon wygląda
smutno bez kwiatów na nim. Wrócą tu, wrócą. A w międzyczasie
doszły dwie doniczki, w których zagoszczą nowo kupione kwiatuszki.
Nie udało mi się kupić zawieszek pod nie, sama więc mocuję
doniczki „tymi rękami”. No cóż, pracom domowym końca nie ma
chyba nigdy. A za chwilę? Herbatka, kanapeczka, i oglądanie starych
filmów. Może "Śniegi Kilimandżaro" z Gregorym Peckiem,
może "Szarada" z Audrey Hepburn.
Blog o codziennym życiu w pandemii, o tym, jak staram się żyć normalnie w nienormalnej sytuacji.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maj. Pokaż wszystkie posty
piątek, 15 maja 2020
wtorek, 12 maja 2020
Moje
roślinki na kwarantannie. Tak, wszystkie. Szkoda by mi było, żeby
mi pomarzły. Cztery witki wierzby mandżurskiej wsadzam do doniczki.
Jedna zaczęła puszczać listki, inne nie. Wyciągam więc te z
doniczki żeby je wyrzucić, patrzę - a te małpiszony jedne
puszczają mi korzenie. Wsadzam więc je z powrotem. Wiem, że drzewo
nie utrzyma się w doniczce, że padnie wcześniej czy później.
Kiedy zatem ten koronowany włóczykij pójdzie sobie precz -
poproszę moją administrację o pozwolenie posadzenia choć jednej
koło domu, ewentualnie dam je przyjaciołom, którzy mają ogrody
lub działki. Wszystkie kwiatuszki natomiast wrócą na balkon po 15
maja 2020.
poniedziałek, 11 maja 2020
Koronowany
włóczykij jednak daje mi się we znaki. Jestem wprawdzie podobno
silna, ale jednak bywają dni, w których jest mi bardzo trudno.
Bronię się przed złymi nastrojami jak tylko mogę. Siedzenie w
domu jednak jest wbrew naturze, mojej na pewno. Stąd właśnie to
moje przebywanie na balkonie, tworzenie sobie małego intymnego
świata.
Takie
odosobnienie na dłuższy czas jednak męczy. Chce się do ludzi, do
przyjaciół. Jadę więc dzisiaj do przyjaciółki z lat szkolnych.
Jakież jest jej zdziwienie, kiedy mówię jej przez domofon, żeby
wyszła na balkon. I tak rozmawiamy - ona na balkonie, ja na
podwórku. Wracam do domu przyjaciółka uradowana tym spotkaniem.
Wieczorem przyjaciółka dzwoni do mnie płacząc, że tak wielką
przyjemność jej sprawiła moja wizyta. Ustalamy, że tych wizyt
będzie więcej. Ja z domu zabiorę składane krzesełko turystyczne
i termos z herbatą, ona to samo od siebie, i od czasu do czasu
posiedzimy w ogródku przynależnym do jej wspólnoty - oczywiście w
przepisowej odległości. Lubię te dni weekendowe, podczas których
nic nie muszę, a wiele mogę.
Etykiety:
2020,
Arkadia,
Balkon,
Bielany,
covid,
Dorota Zegarowska,
epidemia,
Maj,
oronawirus,
pandemia,
poezja,
Powązki,
Prawiek,
Warszawa,
wieczór,
Wielkanoc,
Wilia,
Wrzos,
Wyspa,
Żelazowa Wola
niedziela, 3 maja 2020
Pogoda
- no - nie słoneczna, ale chyba nie smutna. Wiadomości z radia -
takie, jakie są. Nowe zachorowania, nowe zgony, ale galerie będą
otworzone. Cóż.
Cały
czas tworzę sobie tę maleńką ojczyznę. Niedziela wcale nie jest
leniwa. Posadzone cebulki dymki. Będę przynajmniej niezależna od
tego, czy w sklepie szczypiorek będzie czy nie, i czy będzie świeży
czy nie. Koronowany włóczykij jest gdzieś tam hen hen, daleko pode
mną. Tu nie ma wstępu. Smuteczki i wszystko co przykre - won stąd.
Szarość rozświetla mi lampionik. Że co, że świąteczny
bożonarodzeniowy? NO I DOBRZEI!!!!
Ciąg
dalszy układania książek na półkach. Beletrystyka i poezja już
są na swoich miejscach, teraz tylko ulokować książki kucharskie,
słowniki, encyklopedie i literaturę faktu, i wszystko gra.
Etykiety:
2020,
Balkon,
Bielany,
covid,
Dorota Zegarowska,
Dymka,
epidemia,
koronawirus,
książki,
książki kucharskie,
lampion,
lampionik,
literatura faktu,
Maj,
słowniki,
szczypiorek beletrystyka
sobota, 2 maja 2020
I ja mam swoją majóweczkę. Cóż z tego, że nie na polanie wśród lasów. Jest moja własna, na moim balkonie, pomiędzy niebem a ziemią - prawdziwy raj. Pode mną tak właściwie park, wokół mieszkania innych ludzi, po mojej lewej stronie ulica, po której jeżdżą tramwaje, chodnikiem od czasu do czasu przejdą ludzie. Z tyłu za mną - stos książek jeszcze do ułożenia. Przy nim mój bujany fotel, na którym za chwilę spocznę. Kocina - jak zwykle - zajęta spaniem.
piątek, 1 maja 2020
Powietrze
tak pięknie dzisiaj pachnie kwieciem wszelakim. Ten zapach bzu i
czegoś tam jeszcze - nieokreślonego – sięga aż mojego szóstego
piętra. No, trudno, żeby tak nie było, skoro tu drzew i krzewów
tyle. Nadchodzi w końcu deszcz - tak bardzo potrzebny. Wystawiam na
balkon kwiatek, o którym zapomniałam, i który zaczął marnieć.
Tego widocznie było mu potrzeba. Podniósł się bidulek.
Dzień
wczorajszy i dzisiejszy upływa mi na przeorganizowaniu mojej
biblioteczki. Mam ja tych książek trochę, i już zaczęłam się
gubić w tytułach. Układam je więc kategoriami: beletrystyka,
poezja, literatura faktu, albumy. Jest co robić, tym bardziej, że
mi tytułów wciąż przybywa. Jest ta praca dla mnie równie źródłem
wielkich wzruszeń. Natrafiam na książki, o których już zdążyłam
zapomnieć, że je mam. Perełką wśród nich jest tomik wierszy
Jerzego Jurandota "Moja TFUrczość" wydany przez
wydawnictwo "Iskry" w roku 1966. Szkoda, że dziś rzadko
mówi się o nim, a jeżeli już - to tylko o jego twórczości
kabaretowej. A przecież on pisał i wiersze - i te satyryczne, i te
patriotyczne, piękne a nawet i wstrząsające.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
